Nocny Bój Dzieci Bydgoszczy
Dodane przez admin dnia Sierpnia 30 2023 16:41:11


NOCNY BÓJ DZIECI BYDGOSZCZY




Noc z 4 na 5 września 1939 roku.

Po wycofaniu się z pozycji obronnych na Przedmościu Bydgoskim, a później przejściu przez ogarniętą niemiecką dywersją Bydgoszczy, 15 Dywizja Piechoty dociera do północnego skraju Puszczy Bydgoskiej, gdzie zajmuje tyłową, ,,Leśną” linię obronną, rozciągającą się od Solca Kujawskiego, poprzez Piecki, Brzozę do Łabiszyna. Wchodzący w jej skład 62 Pułk Piechoty Wielkopolskiej zgodnie z rozkazami obejmuje odcinek ,,Łążyn”, rozciągający się od ,,jeziora Jezuickiego do skrzyżowania dróg Wypaleniska – Kobyle Błoto i Bartodzieje – Łążyn”. Dowódca pułku płk Kazimierz Heilman-Rawicz wraz ze swym sztabem staje na kwaterze w zachodniej części wsi Łażyn. Przed świtem baony pułku otrzymują rozkaz zajęcia pozycji obronnych:
I batalion kpt. Władysława Liniarskiego (kompanie 1, 2, 3) staje na prawym skrzydle, od stacji kolejowej Emilianowo (na wschodzie), po miejscowość Piecki (na zachodzie)
II batalion mjr. Wojciecha Antoniego Gniadka (kompanie 4, 5, 6) staje na lewym skrzydle, od miejscowość Piecki (na wschodzie), po północny skraj jeziora Jezuickiego (na południowym-zachodzie)
III batalion mjr. Stanisława Liszka (kompanie 7, 8, 9) staje w Łażynie jako odwód pułku




Od rana żołnierze przystępują do umacniania się na wybudowanej już w sierpniu linii obronnej. Pogłębiają i rozbudowują sieć okopów, na przedpolu rozciągają zasieki z drutu kolczastego i potykacze; na stanowiskach ogniowych pojawiają się karabiny maszynowe, na zapolu moździerze. Do wieczora wszystko jest gotowe na ,,godne przyjęcie’’ nieprzyjaciela.

W godzinach popołudniowych ze sztabu dywizji przychodzi rozkaz: przeprowadzić nocny wypad w kierunku Bydgoszczy siłą jednej kompani strzeleckiej i plutonu ckm. Kazimierz Heilman-Rawicz wyznacza do tego celu odwodowy III batalion. Do wykonania rozkazu na ochotnika zgłaszają się: dowódca 9. kompanii por. Brunon Józef Westphal i dowódca 3. kompanii ckm por. Lucjan Kühn.

W tej właśnie chwili rozpoczyna się nasza opowieść …
- Wejść - rozległo się z wnętrza
Porucznik nacisnął klamkę, pchną drewniane drzwi, które ze zgrzytem otwarły się do wnętrza wiejskiej chałupy. Wszedł do sieni: było tu ciemno, w powietrzu czuć było dym z paleniska i zapach grzybów, suszących się na ścianie.
- Dalej, dalej - ponaglał głos
Kilka kroków zaprowadziło go do niewielkiej izby, gdzie za stołem, za stertą map i dokumentów, siedział mjr Liszka w otoczeniu swoich oficerów. U powały wisiała lampa naftowa, rzucając snop bladego światła
- Na rozkaz Panie majorze - porucznik wyprężył się, regulaminowo strzelając obcasami podkutych wojskowych butów
- Czołem Panie poruczniku - major wyszedł zza stołu i uściskał mu dłoń
- Jestem dumny, że u siebie w batalionie mam takich junaków. Przed godziną przyszedł rozkaz od Ignacego. Eustachy, czyli ja – major przymrużył zawadiacko lewo oko – ma zorganizować nocny wypad w kierunku Bydgoszczy, zajętej już przez Szwabów. Ponoć doszło do starć z naszą Strażą Obywatelską. Straszny tam teraz rozgardiasz. Ignacy chce wiedzieć, jak wygląda sytuacja; w jakiej sile i gdzie siedzą Niemcy. Zależy mu również na wzięciu języka
- Gdzie rozpoznawać Panie majorze?
- Działacie w pasie operacyjnym naszego pułku - Liszka spojrzał na mapę. Wyruszycie z Łażyna, miniecie naszą placówkę na wzgórzu 73,0, a później prosto, traktem z Piecek do Bydgoszczy. Wyjdziecie z lasu przy Rakarni, na wysokości ulicy Cmentarnej i Dębowej. Reszta już w pańskich rękach
- Kiedy ruszamy Panie majorze?
- Jak tylko się ściemni – major spojrzał za okno, a za chwilę na własny zegarek. Na lizjerze lasu powinniście być nocą, koło 10.00. Wszystko jasne?
- Tak jest Panie majorze
- Zatem powodzenia Panie poruczniku

Na zewnątrz chałupy było jaśniej niż w dusznej izbie. Porucznik odetchnął pełną piersią, delektując się żywiczną wonią sosnowego lasu. Pięknie tu – pomyślał. Wokół szumiały wysokie sosny; tylko bzy i owocowe drzewa zdradzały, gdzie skrywają się poszczególne gospodarstwa tej niewielkiej wsi pośrodku wielkiego kompleksu Puszczy Bydgoskiej.

Porucznik spiesznym krokiem udał się do centralnej części Łażyna, gdzie w rejonie gospody rozlokowana była jego kompania. Dyżurni sprawnie odebrali i przekazali rozkazy dowódcom plutonów, a ci z kolei dowódcom drużyn, którzy poderwali swoich żołnierzy. Zakotłowało się niczym w kotle kuchni polowej: krzyki rozkazów mieszały się złorzeczeniami żołnierzy, którzy pośpiesznie kompletowali umundurowanie i oporządzenie. Po chwili zadudniły wojskowe buty, a na głównej drodze, przecinającej wieś ze wschodu na zachód, stała już cała kompania. Godzina wybiła ...




Łażyn, 5 września 1939 r. Godzina 19.00.

Leśna linia obronna 15 Dywizji Piechoty Wielkopolskiej. Odcinek 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej
9. kompania ustawiona była w szyku zbiórki, w regulaminie zwanym ,,rozwiniętym”. Żołnierze stali w dwuszeregu, długości około 80 m, wzdłuż głównej drogi Łażyna. Po mobilizacji, w dniu 24 sierpnia 1939 r., kompania osiągnęła przewidziany elaboratem mobilizacyjnym pełny stan 226 ludzi, w tym 4 oficerów, 31 podoficerów, 191 szeregowców i starszych szeregowców. Porucznik przypomniał sobie dane z długiej tabeli arkusza mobilizacyjnego: 3 granatniki, 9 r.k.m., 3 karabiny przeciwpancerne wz. 35, 135 karabinów z bagnetem, 65 karabinków z bagnetem, 19 bagnetów. On - Brunon Józef Westphal - był jej dowódcą.


Por. Brunon Józef Westphal. Zdjęcie z lat 1935-1936.
Tu jeszcze w randze podporucznika


Na prawym skrzydle stał I. pluton por. rez. Franciszka Małka. Jego trzy drużyny (oznaczone kolejno jako 1. 2. 3.) ustawiły się po lewej ręce dowódcy plutonu; każda składała się z 19 żołnierzy, uzbrojonych w 15 karabinów z bagnetami, 3 karabinki z bagnetami oraz 1 r.k.m. Karabiny i karabinki to polskie Mausery wz. 1898a i wz. 1929; r.k.m. to produkowany w Polsce licencyjny Browning wz. 1928. W głębi, za 2. drużyną, stał zastępca dowódcy plutonu, nieco dalej zaś poczet dowódcy plutonu, w skład którego wchodził ordynans osobisty, kapral obserwator i strzelec wyborowy, teraz uzbrojony w karabin przeciwpancerny wzór 35. Była to nowa, znakomita broń polskiej produkcji, dotychczas utajniona, spoczywająca w skrzyniach z podpisem ,,optyka”. W skład plutonu wchodziła jeszcze biedka o jednokonnym zaprzęgu, na której przewożono zapas amunicji.
Dalej, w tym samym składzie i szyku, stał II. pluton por. rez. Jerzego Wiese (drużyny 4. 5. 6.) oraz III. pluton (drużyny 7. 8. 9.).*
Za trzema plutonami piechoty znajdowała się sekcja granatników, w składzie 14 żołnierzy, uzbrojonych w 11 karabinków z bagnetami oraz 3 granatniki wz. 1936. Podobnie jak w przypadku plutonu, zapas amunicji przewożono na biedce o jednokonnym zaprzęgu.
Dalej stało 10 żołnierzy z drużyny gospodarczej, w skład której wchodził szef kompanii, podoficer broni i gazowy, podoficer gospodarczy, 2 kucharzy, 2 żołnierzy: jezdny i woźnica, obsługujących kuchnię polową o czterokonnym zaprzęgu oraz 3 woźniców, powożących trzema wozami taborowymi: wozem przykuchennym, wozem amunicyjnym i wozem kancelaryjno-bagażowym.
Na końcu szyku sytuował się poczet dowódcy kompanii, złożony z ordynansa osobistego, dwóch obserwatorów (kapral i starszy strzelec), dwóch gońców-trębaczy oraz sekcji sanitarnej, złożonej z dowódcy i 5 sanitariuszy. Całość liczyła 13 żołnierzy, uzbrojonych w 6 karabinków z bagnetami.

(kliknij na zdjęcie aby je powiększyć)

9. kompania w szyku zbiórki. Szyk ,,rozwinięty”. Stan teoretyczny po mobilizacji w 1939 r. Opracowanie Robert Grochowski


Jednym spojrzeniem Porucznik zlustrował szyk. Lekkie skinienie głowy było dowodem, że nie jest najgorzej. Wolnym krokiem szedł teraz przed frontem swoich żołnierzy. Po czterech dniach wojny, walkach na Przedmieściu Bydgoskim i przejściu przez ogarniętą niemiecką dywersją Bydgoszczy, stan kampanii nieco się uszczuplił. Kilku żołnierzy poległo, inni byli ranni, kontuzjowani, zagubieni. Dwóch żołnierzy niemieckiego pochodzenia zniknęło bez śladu - zapewne zdezerterowali z szeregów. Wojna.

Porucznik znał ich wszystkich, choć niektórych pierwszy raz zobaczył dopiero kilka dni temu w koszarach. Żołnierze lubili go; kategorycznie zabronił stosowania przemocy i wszystkich praktyk niezgodnych z regulaminem służby i wychowania wojskowego. Przed wojną niektórzy zwierzali mu się z życia osobistego, innym pomagał w pisaniu listów do rodzin, wniosków o urlop lub zapomogę oraz pism do urzędów administracji państwowej. Ot szara rzeczywistość: nie wszyscy potrafili jeszcze pisać …

Zmierzchało, ostatnie pomarańczowe promienie słońca przenikały ponad wierzchołkami łażyńskich sosen. Porucznik bacznie wpatrywał się w twarze swoich żołnierzy: poszarzałe, zmęczone, zamyślone, ale wciąż pełne wiary w zwycięstwo. Niemal wszyscy z nich to mieszkańcy Bydgoszczy i najbliższych okolic: Pomorzacy i Wielkopolanie. Ci, którzy nie ulegli trwającej półtora wieku pruskiej germanizacji. Część z nich uczyła się w niemieckich szkołach; służyła w armii Kaisera Wilhelma II w trakcie Wielkiej Wojny, a później walczyła w Powstaniu Wielkopolskim. Znali Niemców. Wiedzieli, jak twardy to przeciwnik, świetnie zorganizowany i uzbrojony. Ale wierzyli w siebie i wierzyli w Polskę. Kwestie wielkiej polityki nie miały dla żołnierzy większego znaczenia. Oni walczyli w obronie swoich rodzin: żon, dzieci, matek i ojców, których pozostawili w Bydgoszczy na pastwę wroga.

Porucznik doszedł do końca szyku. Spojrzał jeszcze w oczy szefa kompanii sierż. Kaspra Jeleniewskiego. Ten służył w 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej od samego początku, od lutego 1919 r. 20 lat służby, najdłużej w całym pułku. Wiedział, że nie zawiedzie. Ale jak w ogniu walki zachowają się pozostali, zwłaszcza rezerwiści? Tego nie był pewien.

Porucznik zawrócił. Zrobił kilka kroków i stanął przed frontem kompani. Wieczorną ciszę przerwały jego pierwsze słowa:
Żołnierze. Jak wiecie, w niedzielę Francja i Anglia wypowiedziały Niemcom wojnę. To wielka siła, która lada chwila zmieni sytuację na froncie. Dość cofania, pora wreszcie, by stawić Niemcom czoła.
Zapadła ponownie cisza
Dziś w nocy ruszamy na wypad w kierunku Bydgoszczy. Naszym celem jest rozpoznanie, a nie walka. Co nie znaczy, że nie uderzymy, jeśli napotkamy Szwabów w krzakach, z opuszczonymi buksami - żołnierze wybuchli śmiechem
Porucznik kontynuował:
To nasze miasto i nasz las. Zostawiamy koce i tornistry. Sprawdźcie oporządzenie. W czasie marszu nie chcę słyszeć żadnych hałasów, ani rozmów. Strzelamy tylko w ostateczności; bijemy się bagnetem. W razie możliwości brać jeńców. Obszukać zabitych, zabrać wszystkie dokumenty i mapy jakie przy nich znajdziecie.
Kilku żołnierzy instynktownie wyciągnęło dłonie, sprawdzając, czy pochwa bagnetu pewnie trzyma się w zamocowanej u pasa żabce. Porucznik zdjął czapkę, przegładził jasne włosy. Mówił dalej:
Niemcy boją się walki w zwarciu, co widzieliśmy na Przedmoście Bydgoskim. Na koniec jeszcze jedna sprawa. Przyjdzie do was ksiądz kapelan. Kto chce, może się wyspowiadać.
Kilka dni temu, jeszcze przed wybuchem wojny, z takiej możliwości skorzystało zaledwie kilku żołnierzy. Pozostali uważali się rzecz jasna za nieśmiertelnych, którym nic złego nie może się przytrafić. Teraz, gdy szeregi przerzedziły się, a śmierć była o błysk od niemieckiej kuli, chętni byli już wszyscy. Do Porucznika podszedł kapelan pułku, kpt. rez. Franciszek Dachtera. Spojrzał na długi szereg żołnierzy. Rzekł tylko kilka słów:
Żołnierze, nie czas i miejsce na spowiedź indywidualną. Udzielę wam teraz absolucji. Pamiętajcie tylko, by po wszystkim pojednać się z Panem Bogiem w konfesjonale. Niechaj każdy we własnym sercu zrobi rachunek sumienia. Wspólnie wyznajmy teraz nasze grzechy.

Cały dwuszereg zaintonował:
Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przeto błagam Najświętszą Maryję zawsze Dziewicę, wszystkich Aniołów i Świętych, i was bracia i siostry, o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego

Gdy skończyli, leśną ciszę wypełniło gromkie żołnierski AMEN. Później kapelan uniósł prawą dłoń, kreśląc w powietrzu znak krzyża, z cicha szepcąc słowa absolucji:
Deus, Pater misericordiarum, qui per mortem et resurrectionem Filii sui mundum sibi reconciliavit et Spiritum Sanctum (...)

Było po wszystkim. Gdzieś z głębi dał się tylko słyszeć tubalny głos dowódcy 7. drużyny:
I jak baciary? Gotowi teraz na wieczerzę u Świętego Piotra?
Byli gotowi, o czym świadczyła salwa śmiechu i kwieciste wiązanki żołnierskich przekleństw, które wyrwały się z szeregu.

Porucznik uśmiechnął się. Tacy żołnierze nie zawiodą - pomyślał. Podwinął rękaw munduru, spojrzał na wskazówki zegarka, które pokazywały godzinę 19:30. Już czas. Poprawił pas, sprawdził kaburę z niezawodnym Visem, po czym odwrócił się i wydał jedyny rozkaz, jaki daje dobry dowódca: ZA MNĄ


Łażyn, 5 września 1939 r. Godzina 19.30.


Leśna linia obronna 15 Dywizji Piechoty Wielkopolskiej. Odcinek 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej

Porucznik Brunon Józef Westphal wraz z dowódcami plutonów oraz dowódcą 3. kompanii karabinów maszynowych i broni towarzyszącej por. Lucjanem Kühn stali przy niewysokim, drewnianym stole, pośrodku kuchni jednego z opuszczonych domów Łażyna. W rogu izby, na zimnym piecu stały jeszcze naczynia i kociołek z równie zimną zupą, której nie zdążyli już spożyć gospodarze przed ewakuacją wsi. Jeden z żołnierzy rozpalił lampę naftową. Zrobiło się widno i nieco przytulniej. Porucznik wyjął z torby i rozłożył na stole mapę sztabową. Polska wigówka w skali 1:100 000, arkusz Bydgoszcz, była w takiej sytuacji bezcenna.

(kliknij na zdjęcie aby je powiększyć)


Porucznik rozpoczął odprawę:
- Panowie. Dziś w południe Niemcy weszli do Bydgoszczy. Czata 59 Pułku Piechoty, stojąca na lizjerze lasu przy wylocie ulic Władysława Bełzy i Glinki, wieczorem została spędzona z pozycji. Meldują, że nieprzyjaciel podchodzi dużymi siłami. W nocy Niemcy nie pójdą już dalej, ale zapewne do lasu wejdą ich oddziały rozpoznawcze. Musimy mieć się na baczności.

Porucznik pochylił się nad stołem. Czubkiem zaostrzonego ołówka wskazał wieś Łażyn, pociągnął nieco na północ, później na zachód, a następnie niemal prosto, wzdłuż leśnej drogi, prowadzącej na północy-zachód w kierunku Bydgoszczy. Na koniec zakreślił punkt w rejonie Rakarni, przy ul Kujawskiej.

Porucznik Kühn podniósł głowę. W jego głosie zabrzmiała nuta melancholii, przeplatana obrazami z nieodległej, a szczęśliwej przeszłości:
- Tyle razy chodziłem tą drogą z moją Anką na jagody i grzyby, a latem na plażę nad jeziorem Jezuickim. Nigdy nie przepuszczałem, że tym samym szlakiem poprowadzę teraz moich żołnierzy do boju. Mieliśmy bić się na wschodzie, z Sowietami, a nie tutaj, pod naszym domem …

Porucznik przyłożył linijkę do mapy i dokładnie zmierzył odległość:
- Na mapie jest 11,5 cm, zatem do przejścia mamy 11,5 km. Teren jest trudny, pagórkowaty, droga piaszczysta. Zostawiamy wszystkie nasze biedki. Twoi żołnierze Lucjan poniosą ckm-y i amunicję na własnych barkach.

Porucznik Kühn ponownie podniósł głowę znad mapy:
- Daleko. Mam nowych ludzi w plutonie, nie wiem, czy dadzą radę na taką odległość
- Muszą - twardo odparł Porucznik - Zamierzam iść na północ, później przed leśniczówką Emilianowo skręcić na zachód. Kawałek dalej przekroczymy naszą główną linię obronny, zdaje się, że na pozycjach I baonu. Kilometr dalej będzie nasza czata, okopana na wzgórzu 72.0. Stąd będziemy mieli 7 km do Bydgoszczy.
- Marsz ubezpieczony Panie Poruczniku? – nieśmiało zapytał por. rez. Franciszek Małek, dowódca I plutonu
- Tak. Od Łażyna marsz ubezpieczony. Idziemy jedną kolumną: jako pierwszy pański pluton, później II i III. Skrócone odstępy. Drużyny w dwójkach, po obu stronach drogi. Bagnet na broni. Z I. plutonu wydzieli Pan drużynę z najlepszym dowódcą jako szpicę. Szpica idzie przed nami w kontakcie wzrokowym. Przed szpicą patrol czołowy i wysunięci na boki szperacze.

Porucznik spojrzał przez okno na zewnątrz, gdzie na drodze, głośno komenderując, podoficerowie formowali już kolumnę marszową:
- Ja ze swoim pocztem idę za szpicą. Obok mnie por. Kühn z plutonem k.m. Za nim sekcja granatników. Broń ciężką chcę mieć w pogotowiu, jak najbliżej czoła kolumny. W razie napotkania Niemców będziemy łamać opór ogniem. Drużyna gospodarcza zostaje w Łażynie. Zabieram tylko sierżanta - szefa Kaspra Jeleniewskiego. Tak doświadczony żołnierz zawsze się przyda.

Odprawa dobiegła końca, oficerowie szykowali się już do wyjścia. Składając mapę do torby Porucznik rzucił jeszcze na odchodne:
- Panowie, jeszcze względy formalne. Hasło na dzisiejszą noc: Zawisza. Odzew: Bydgoszcz. Proszę przekazać żołnierzom. Są jakieś pytania?
Nie było. Oficerowie rezerwy miny mieli nietęgie, ale starali się tego nie okazywać. Por. Kühn myślami był gdzieś daleko. Może przy swojej żonie?

Po godzinie 20:00 wszystko było gotowe do wymarszu. Oddział rozpoznawczy liczył ponad 200 żołnierzy z 9. kompanii oraz 38 żołnierzy plutonu z 3. kompanii k.m. Jako pierwsza ruszyła szpica, za nią, w ustalonej odległości, siły główne. Po krótkim marszu w kierunku zachodnim, czoło kolumny dotarło do ostatnich zabudowań wsi, gdzie stacjonowało dowództwo 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej. Przed chałupą stał dowódca pułku płk Kazimierz Heilman-Rawicz, w otoczeniu swoich oficerów sztabowych. Wszyscy salutowali. Żołnierze jak na defiladzie przeszli obok sztabu, poczym zniknęli w ciemnościach nocy.

Po krótkim czasie doszli do rozwidlenia dróg: skręcili w prawo, na północ, w kierunku leśniczówki Emilianowo. Po przejściu niecałego kilometra skręcili ponownie; tym razem w lewo. Piaszczysta droga, a później trudna do przebycia leśna przecinka wiodła prosto na zachód. Po 600 m przekroczyli tory kolei francuskiej. Wszędzie wokół szumiały sosny; las pachniał żywicą. Księżyc w ostatniej kwadrze rzucał swoje blade światło na ziemię. I tylko gwiazdy świeciły jasno, dodając otuchy maszerującym żołnierzom.

Wtem nocną ciszę przerwał dźwięk repetowanych zamków. Mausery. Z ciemności wyłoniło się czterech żołnierzy, kilku kolejnych stało nieco dalej. Drużyna. Wszyscy w gotowości do otwarcia ognia. Ale to nasi …
- Stój! Kto idzie? - rzucił ostro pierwszy z napotkanych żołnierzy
- Józef od Eustachego - wykrzyknął kapral Wacław Grzeszczak, dowodzący szpicą
Hasło?
Zawisza - wykrzyknął ponownie Grzeszczak
Bydgoszcz - już spokojniej odzew podał żołnierz stojący na posterunku
Emocje opadły. Na twarzach pojawił się uśmiech, sypnęły się wyce. Ten i ów z żołnierzy rozpoznał wśród wartowników swoich znajomych.
- To nasi z I batalionu - przekazał meldunek kapral Grzeszczak

Byli więc na głównej linii obrony ich pułku, szerzej zaś całej 15 Dywizji Piechoty. To co widzieli nie napawało optymizmem. Płytkie, izolowane odcinki okopów w jednej linii, zupełny brak rowów dobiegowych i schronów drewniano-ziemnych. Na przedpolu prowizoryczne zasieki z drutu kolczastego. Większość żołnierzy miała przygotowane zaledwie dołki strzeleckie. Tylko pagórkowaty, lesisty terem był sprzymierzeńcem obrońców, utrudniając działanie niemieckich czołgów.
- Czołem Panie Poruczniku. 1. kompania I. batalionu 62 - przywitał się plutonowy Ciszewski, dowódca stojącej na posterunku drużyny - Nikt nas nie uprzedzał, że będziecie tędy przechodzili. Szybciej spodziewaliśmy się Szwabów, albo dywersantów
- Wiecie plutonowy, jak działa łączność. Idziemy na rozpoznanie. Nad ranem powinniśmy wracać tą samą drogą. Przywitajcie nas nieco bardziej uprzejmie - odparł Porucznik
- Rozkaz Panie Poruczniku - plutonowy próbował dziarsko strzelić podkutymi obcasami, ale zarył tylko w piaszczyste podłoże.

Po krótkim odpoczynku ruszyli dalej. Przecinka prowadzała w dół, by wkrótce połączyć się z traktem o przebiegu północ - południe. Skręcili w prawo, na północ. Droga była tu nieco lepsza, a przynajmniej równa i nie tak piaszczysta. Po przejściu pół kilometra drogę zamykała prowizoryczna, drewniana zapora przeciwpancerna. Po obu stronach rysowały się dołki strzeleckie, a w nich karabiny i hełmy polskich żołnierzy. Przeszkody uzupełniały zasieki z drutu kolczastego i potykacze.

Prowadzący szpicę kapral Grzeszczak wymienił hasło i odzew z dowódcą posterunku.
- To nasi. Czata Eustachego - przyszedł meldunek ze szpicy
Porucznik ze swoim pocztem podeszli do zatoru:
- Ależ macie tu Verdun – uśmiechnął się do wysokiego, barczystego plutonowego, który wyszedł na jego spotkanie
- Plutonowy Kaczmarek. 8. kompania III. batalion 62. Czata główna Eustachego - wyrecytował z szybkością karabinu maszynowego
- Czołem. Jaka u was sytuacja?
- W południe mieliśmy kłopoty Panie Poruczniku. Szwaby ostrzelały nas swoją artylerią. Kilka pocisków padło całkiem blisko, zasypując chłopaków odłamkami. Teraz spokój.
- Usuńcie z drogi zaporę ppanc. i zasieki - powiedział Porucznik - Idziemy na rozpoznanie w kierunku Bydgoszczy. Nad ranem będziemy tędy wracali. Proszę uprzedzić o tym swoich żołnierzy; nie chcę byśmy się postrzelali …
- Tak jest Panie Poruczniku - wyprężył się Kaczmarek
Chwilę milczeli. Plutonowy miał skwaszoną minę, coś go wyraźnie gryzło. W końcu się przemógł:
- Panie Poruczniku. Pod żadnym pozorem nie schodźcie z drogi. Wszędzie wokół są nasze pola minowe. W południe kuchnia polowa naszej kompanii wyleciała w powietrze na minie przeciwpancernej. Zginęło dwóch kucharzy. Straszna jatka. Nikt nie chce tam teraz podejść. Czekamy na saperów …
- Dziękuję Plutonowy za informacje. Do zobaczenia nad ranem - rzucił Porucznik, dołączając do swojego oddziału.

Przeszkody zostały usunięte, droga była wolna. Ruszyli ponownie na północ; szpica narzuciła szybkie tempo. Por. Kühn dogonił Porucznika. Szli teraz obok siebie, z cicha rozmawiając:
- W południe mieli kłopoty - uśmiechnął się Kühn. Słyszałem u Starego, jak było naprawdę. Szwaby namacali ich kilkoma pociskami. Zupełnie potracili głowy, opuścili swoją pozycję. Na szagę pobiegli w kierunku naszej głównej linii obrony. Władowali się na własne pole minowe. Kuchnia polowa wyleciała w powietrze, a na niej dwóch kucharzy i dwie osoby cywilne, które cholera wie co tam robiły. Zginęło kilku kolejnych żołnierzy. Eustachy jak się dowiedział wpadł w szał. Kazał im natychmiast wracać, bo ja nie, to … Sam wiesz, jakich słów się wtedy używa …
- No tak. Każdy ma swoją prawdę. Zwłaszcza na wojnie - odparł Porucznik

Mijali kolejne wzniesienia, kolejne leśne przecinki usytuowane prostopadle do głównego traktu. Porucznik wyjął mapę, w świetle latarki sprawdził pozycję:
- Wychodzi, że jeszcze 800 m do celu - pomyślał
Nagle szpica się zatrzymała. Od czoła, nieco z boku, dobiegły niepokojące hałasy. Prowadzący kapral Grzeszczak podniósł do góry prawą rękę. Za chwilę przybiegł zdyszany goniec z meldunkiem:
- Panie Poruczniku. Szperacz coś zobaczył. Twierdzi, że dostrzegł dwóch Niemców. Oni także go zobaczyli, odwrócili się i wycofali w kierunku północnym
- Jasny gwint. Szwaby już o nas wiedzą - Porucznik wycedził przez zęby - Poruczniku Małek, zostawiam tu Pana. Proszę mieć na wszystko baczenie. Ja idę do szpicy.

Wraz ze swoim pocztem Porucznik kilkoma skokami dotarł do czołowej drużyny. Od Grzeszczaka dowiedział się szczegółów. Nie było na co czekać, zadanie musiało zostać wykonane. Ubezpieczenie poszło do przodu, szerzej rozstawiono szperaczy. Porucznik wraz z kapralem Grzeszczakiem podczołgali się na skraj lasu. Wyjął lornetkę: przed nimi otwierała się duża, niezabudowana przestrzeń. Po prawej stronie miał ulicę Dąbrowa, po lewej cmentarz ewangelicki przy ulicy Cmentarnej. Byli w Bydgoszczy …


Bydgoszcz, skraj lasu przy wylocie ulicy Dąbrowa. Stąd obserwował przedpole por. Wesphal, a później rozlokowane były trzy c.k.m. por. Kühn’a. Stan współczesny



Bydgoszcz, skraj lasu na wysokości ul. Dąbrowa. 5 września 1939 r. Godzina 22.30.


Noc była gwiaździsta, księżycowa. Porucznik Brunon Józef Westphal raz jeszcze zlustrował lornetką przedpole. Aż do ulicy Glinki rozciągał się otwarty, niezabudowany teren. Z mapy wynikało, że środkiem płynie niewielki strumień. Dostrzegał teraz pojedyncze drzewa, rosnące wzdłuż jego krętego koryta. Było cicho i spokojnie. Za spokojnie …


Bydgoszcz, południowa część ulicy Dąbrowa. Strumień, który przekraczał II pluton por. rez. Jerzego Wiese. Stan współczesny


Tuż obok znajdował się kapral Wacław Grzeszczak, który ubezpieczał dowódcę.
- Wacław, za chwilę zluzuje cię 4. drużyna Olejniczaka. Pójdziesz ze swoimi na patrol. Rozpoznasz przedpole: od miejsca gdzie teraz jesteśmy, aż po ,,Rakarnię” na zachodzie. To około jednego kilometra. Uważaj na Szwabów. Ważne wiadomości melduj natychmiast. Reszta po powrocie

Ostrożnie wycofali się do tyłu, gdzie kilkanaście metrów za linią drzew stało czoło kolumny. Grzeszczak zebrał swoją 2. drużynę, poinstruował o zadaniu, poczym spiesznie udali się na zachód, znikając w ciemnościach nocy.
Porucznik rozłożył mapę, wskazując omawiane punkty topograficzne. Obok w kręgu stanęli oficerowie:
- Naszym celem jest rozpoznanie sił i zamiarów nieprzyjaciela na obszarze Rupienicy i Małych Bartodziejów. Rozkazuję: zając podstawę na krawędzi lasu. I. pluton porusza się w osi ulicy Cmentarnej, II. pluton w osi ulicy Dąbrowa. III zostaje w odwodzie w lesie. Zajmuje ,,Rakarnię” i ubezpiecza się od zachodu, od strony ulicy Kujawskiej, będąc w gotowości do wsparcia plutonów pierwszorzutowych. Ja idę z I plutonem. Spotykamy się w punkcie 68,6, przy styku ulic Glinki i Ruskiej
- Co z nami? - zapytał porucznik Lucjan Kühn, dowódca 3. kompanii karabinów maszynowych i broni towarzyszącej. Zgłosił się na ochotnika do tej misji i nie zamierzał czekać teraz na tyłach z założonymi rękoma.
- Lucjan, twoje trzy ciężkie karabiny maszynowe rozmieścisz w punkcie 68.0, w klinie na lizjerze lasu, przy końcu ulicy Dąbrowa. Masz stąd doskonałe pole ostrzału we wszystkich kluczowych kierunkach. Później będziemy działali w zależności od rozwoju sytuacji
- Sekcja granatników zapewni wsparcie ogniowe dla I. plutonu. Zajmujecie stanowiska ogniowe na lizjerze lasu, przy zabudowaniach ,,Rakarni” - dodał


Bydgoszcz, lizjera lasu przy wylocie ulicy Dąbrowa. Tu, w punkcie 68.0, znajdowały się stanowiska ogniowe trzech c.k.m. por. Kühn’a. Stan współczesny


Grzeszczak nie wracał. Porucznik zaczął się już niepokoić; wreszcie, po ponad 20 minutach, rozległy się kroki i stłumione głosy. Wymieniono hasło i odzew. Nasi. Kapral złożył meldunek:
- Panie Poruczniku. Na przedpolu odkryliśmy świeżo wykopane okopy. Jak spod linijki, niewątpliwie szwabskie. Są puste
- Zatem Niemcy zrejterowali, albo cofnęli się do linii zabudowań i teraz czekają na nas w zasadzce - Porucznik spochmurniał - Panowie, zdwoić czujność. Rozkazy bez zmian. Sprawdźmy zegarki: na moim jest dokładnie godzina 11.00. Wyruszamy za 30 minut, o 11.30.

I i II pluton wraz z sekcją granatników skręciły na zachód, by pod osłoną lasu zająć swoje pozycje wyjściowe. II. pluton porucznika rez. Jerzego Wiese pozostał na miejscu, formując się na wylocie ulicy Dąbrowa. Podobnie pluton k.m. porucznika Kühn’a, który wybrał już najlepsze stanowiska ogniowe dla swoich trzech ciężkich karabinów maszynowych wz. 30. Żołnierze sprawnie ustawili je na masywnych, trójnożnych podstawach. Załadowano parciane taśmy nabojowe, każda z 330 pociskami. Obok stały skrzynki z zapasową amunicją. Przy każdym c.k.m znajdowało się sześciu żołnierzy obsługi: karabinowy, celowniczy, taśmowy, pomocnik i dwóch amunicyjnych. Czekali teraz na rozkaz do otwarcia ognia.

Porucznik Westphal podwinął rękaw munduru, wpatrując się w cyferblat swojego zegarka. 800 m dalej to samo czyni porucznik Wiese. Jeszcze minuta. Serce łomocze coraz szybciej. Wreszcie wskazówka sekundnika dochodzi do ,,12”. Teraz. Naprzód!


Bydgoszcz, południowa część ulicy Cmentarnej. (obecnie ulica Dobrzyńska). Tędy wkraczał do Bydgoszczy I pluton z por. Westphalem. Stan współczesny


Z lasu wychodzą najpierw szperacze. Rozglądają się i uważnie postępują naprzód. Za nimi, w odległości 50 m, postępuje szpica w sile 1. drużyny, pod bacznym okiem kaprala Lemańczyka. Jeszcze dalej, w tej samej odległości, posuwają się w kolumnie 2. i 3. drużyna. Drużyny idą w ,,dwójkach”, po obu stronach drogi. Strzelcy postępują w skupieniu, z bronią gotową do strzału. To samo obsługi r.k.m., gotowe do otwarcia ognia ze swoich Browningów. Porucznik wraz ze swoim pocztem idzie przed 2. drużyną. Obok niego znajduje się dowódca I plutonu, porucznik rez. Franciszek Małek, również ze swoim pocztem. Po przejściu 300 m trafiają na nieutwardzoną drogę, prowadzącą w kierunku północnym. Ulica Cmentarna. Za chwilę mijają przepust nad rowem melioracyjnym. Z lewej strony rysuje się kępa wysokich drzew, wyznaczająca obrys cmentarza ewangelickiego. Jeszcze 300 m do pierwszych zabudowań.


Bydgoszcz, ulica Cmentarna. Cmentarz ewangelicki. Za jego ogrodzeniem znajdowały się pierwsze zabudowania. Stan współczesny


(kliknij na zdjęcie aby je powiększyć)

5.09.1939 r., godzina 23.30. Prawdopodobny szyk I. plutonu w trakcie wkraczania do Bydgoszczy ulicą Cmentarną


W tym samym czasie porucznik rez. Jerzy Wiese prowadził swój II. pluton ulicą Dąbrowa. Idą w analogicznym szyku: szperacze, za nimi szpica w sile 4. drużyny, jeszcze dalej siły główne, złożone z 5 i 6 drużyny. Mijają przepust nad rowem melioracyjnym, za chwilę drewniany mostek nad strumieniem. Stąd mają nieco ponad 400 m do ulicy Władysława Bełzy.

I. pluton minął właśnie cichy, uśpiony w odwiecznej zadumie cmentarz ewangelicki. Porucznik Westphal z niepokojem spojrzał na zabudowania, rysujące się tuż za jego murowanym ogrodzeniem, przy zbiegu ulicy Cmentarnej, Łuckiej i Podleśnej** Gdy szpica doszła do skrzyżowania, rozpętało się piekło …

Zasadzka. W górę strzelają rakiety sygnalizacyjne. Ukryte w stogach słomy oraz zamaskowane pomiędzy zabudowaniami niemieckie ciężkie karabiny maszynowe otwierają morderczy ogień z najbliższej odległości. Do walki włączają się również niemieccy strzelcy, prowadząc ogień z broni ręcznej.

Pada dowódca I. drużyny, kapral Lemańczyk. Padają kolejni ranni. Ale zaskoczenie trwa tylko chwilę. Żołnierze i dowódcy mają już za sobą frontowe doświadczenie. Drużyny sprawnie rozwijają się w tyralierę, na prawo i lewo od ulicy Cmentarnej. Na polach rosną jeszcze ziemniaki. Wysokie bruzdy kartofliska dają prowizoryczną przesłonę, zza której żołnierze z pozycji leżącej otwierają ogień karabinowy. Trzy polskie r.k.m. sieką pociskami po ścianach budynków. Pluton walczy i nie zamierza ulec. Celna seria podpaliła właśnie jeden ze stogów. Po chwili płonie drugi …

Porucznik znajduje się przy 2. drużynie kaprala Wacława Grzeszczaka. W ciemnościach, daleko na wschodzie, widać błyski i słychać odgłosy gwałtownej walki. Porucznik wyraźnie rozróżnia brzmienie niemieckich i polskich karabinów maszynowych.
- II. pluton - mówi do Grzeszczaka - zalegli tak samo jak my, pewnie gdzieś na wysokości ulicy Ruskiej
- Panie Poruczniku, marnie to wygląda. Droga zamknięta: przynajmniej trzy niemieckie c.k.m. biją do nas od północy i zachodu. Żołnierzom kończy się amunicja. Jesteśmy 800 m od stanowisk naszych granatników pod ,,Rakarnią”. Za daleko dla nich …
- Widzisz ten c.k.m naprzeciwko nas? - zapytał po chwili Porucznik
- Ten ukryty w stogu, za opłotkami skrajnego, wschodniego gospodarstwa? - upewnił się Grzeszczak
- Tak. Gdyby go zniszczyć, można poderwać żołnierzy do ataku. Masz granaty?
Kapral wskazał na chlebak. Porucznik sięgnął lewą ręką do żołnierskiej torby, wyjął granat, wyszarpnął zawleczkę, przyklęknął i z rozmachem cisnął w stóg. Rzut był celny: c.k.m. zamilkł, pogrążając się w chmurze ognia i dymu. Droga wolna.

Porucznik podrywa się ponownie. W tej samej chwili seria z innego niemieckiego c.k.m. przeszyła jego pierś. Jęknął i bezwładnie osunął się na ziemię …


Bydgoszcz, skrzyżowanie ulic Cmentarnej i Łuckiej.
W tym miejscu wpadł w zasadzkę I pluton. Por. Westphal został ciężko ranny prawdopodobnie po wschodniej stronie skrzyżowania, w miejscu obecnego parkingu Dino


(kliknij na zdjęcie aby je powiększyć)

Plan działań bojowych 9. kompanii 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej wieczorem 5 września 1939 r.
Plan na podkładzie polskiej mapy WIG w skali 1:25 000 z 1933 r. (arkusz BYDGOSZCZ WSCHÓD)



Bydgoszcz, skrzyżowanie ulic Cmentarnej i Łuckiej. 5 września 1939 r. Godzina 23.45


Kapral Grzeszczak klęczał przy Poruczniku. Odpiął guziki jego bluzy mundurowej, poczym jednym szybkim ruchem rozdarł koszulę, na której czerwieniły się już dwie wielkie plamy krwi. Z torby wyjął swój opatrunek osobisty, próbując zatamować krwotok. Od tyłu podczołgali się porucznik Małek, sierżant-szef Kasper Jelenieniewski i dwóch sanitariuszy. Małek przyłączył się do ratowania dowódcy. Po chwili podniósł do twarzy swoje dłonie. Były czerwone od krwi. Przed nim, równie czerwonym, upiornym ogniem płonęły stogi słomy, a czarny, gryzący dym ścielił się w ich kierunku. Z lewej strony wściekle ujadały dwa niemieckie karabiny maszynowe. Ich smugowe pociski przelatywały tuż nad głowami klęczących.


Szef kompanii sierżant Kasper Jeleniewski (dolny rząd, drugi od prawej - z szablą).


Plutonowy Grzeszczak dotknął ramienia porucznika Małka. Ten odwrócił głowę. Był blady, śmiertelnie przerażony: w oczach rysował się obłęd, usta drżały, szepcząc coś niezrozumiałego
Sierżant-szef zareagował natychmiast:
- Panie Poruczniku. Jako najstarszy dowódca plutonu musi Pan teraz przejąć dowodzenie nad kompanią
Po dłuższej chwili Małek odezwał się matowym, pustym głosem:
- Jestem nauczycielem, nie żołnierzem. Nie podołam. Pan jest w wojsku dwadzieścia lat, ja ledwo dwa tygodnie
- Pan odpowiada teraz za żołnierzy - napierał sierżant-szef
Brak reakcji
- Oni liczą na Pana. 200 żołnierzy czeka na rozkazy. Bez dowodzenia wszystko się rozpadnie, a Niemcy wystrzelają nas do reszty na otwartym polu
Porucznik przymknął oczy. Zwolna odzyskiwał równowagę; wola i obowiązek zdusiły strach. Starł krew z dłoni, założył ponownie hełm, który bezwiednie zdjął w akcie ratowaniu dowódcy. Rozejrzał się po przedpolu; wiedział już, co ma czynić:
- Wycofujemy się. Zebrać z pola wszystkich poległych i rannych. Nie zostawimy Szwabom żadnego z naszych


Porucznik rezerwy Franciszek Małek, dowódca I. plutonu. Po wyłączeniu z walki porucznika Brunona Józefa Westphala objął dowodzenie nad 9. kompanią


Wkrótce drużyny I. plutonu rozpoczęły ubezpieczony odwrót w kierunku lasu. W tym samym czasie II. pluton toczył zawzięty pojedynek ogniowy z Niemcami, ukrytymi w zabudowaniach przy skrzyżowaniu ulic Glinki, Dąbrowa i Ruskiej. Dwa flankowo ustawione niemieckie c.k.m. biły niemal bez przerwy, stawiając zaporę ogniową, przez którą nie sposób było się przedrzeć. Żołnierze dwóch czołowych drużyn zalegli na otwartym terenie, bez drzew i przesłon, tuż przed ulicą Glinki. Za daleko, by dorzucić granaty do pozycji nieprzyjaciela. Nasze lekkie karabiny maszynowe biły po budynkach, lecz bez wyraźnego efektu. Bez wsparcia własnych c.k.m. i granatników dalszy atak był niemożliwy.


Bydgoszcz, skrzyżowanie ulicy Dąbrowa i Glinki. W tym miejscu walczył II. pluton por. rez. Jerzego Wiese. Stan współczesny



Bydgoszcz, ulica Ruska (obecnie nieistniejąca - zachowany fragment to ulica Bohaterów Kragujewca).
W tym miejscu, w zabudowaniach gospodarstw, ukryte były niemieckie c.k.m. Stan współczesny


Porucznik Wiese podczołgał się dowódcy 4. drużyny, rannego w rękę kaprala Olejniczaka:
- Adam, czołowo nie damy rady wykurzyć Szwabów. Te cholerne maschinengewehry strzelają dużo szybciej od naszych. Posyłam po naszą odwodową 6. drużynę. Spróbujemy obejść ich skrzydło od wschodu
W tej samej chwili od tyłu nadszedł rozkaz odwrotu. Wiese spojrzał za siebie. Daleko, przy ulicy Cmentarnej, wciąż widać było intensywne płomienie i kłęby czarnego dymu. Ale niemieckie karabiny maszynowe już tam nie strzelały. Nasi się wycofali, albo nie ma już I plutonu - pomyślał ze zgrozą.
- Z nami tak łatwo im nie pójdzie - rzucił hardo do Olejniczaka. Szósta daje nam osłonę ogniową. Pruć z rkm-ów ile wlezie, aż się Szwabom eintopf w tyłkach zagotuje. Dwie czołowe drużyny do tyłu, od prawego skrzydła.

Rozkaz poszedł ustnie, wzdłuż rozciągniętej linii strzelców. Obyło się bez strat: trzy drużyny II. plutonu oderwały się od nieprzyjaciela i w ciągu kilku minut zameldowały na skraju lasu.
Na lizjerze drzew, w punkcie 68.0, widoczne były lufy trzech ciężkich karabinów maszynowych plutonu porucznika Kühn’a. Ich obsługi tkwiły w gotowości na stanowiskach, ale ognia jeszcze dziś nie otwierały. W pobliżu widoczni byli także żołnierze sekcji granatników, ściągnięci już ze swoich pozycji ogniowych w rejonie ,,Rakarni”. Tej nocy oni również nie posłali swoich pocisków w kierunku nieprzyjaciela.

Dochodziła północ. Nowy dowódca 9. kompanii porucznik Franciszek Małek i dowódca 3. kompanii k.m. porucznik Kühn pochylili się nad rozłożoną mapą. Tą samą, którą cztery godziny wcześniej analizowali na odprawie w Łażynie. Od tego czasu wszystko się zmieniło: Niemcy silnie usadowili się w Bydgoszczy, a wszelkie próby wybicia sobie przejścia okazały się nieskuteczne. Porucznik Westphal został ciężko ranny. Nieprzytomny leżał teraz na noszach kilka kroków dalej. Obok niego spoczywało kilku kolejnych rannych, zawodząc i jęcząc z bólu.
- Nic więcej nie możemy zrobić - w ciemnościach rozległy się słowa porucznika Małka - Zadanie zostało wykonane: rozpoznaliśmy rozmieszczenie i siły nieprzyjaciela w tej części Bydgoszczy. Nie udało się zaskoczyć Niemców; jeńców również nie wzięliśmy. Ale też nie mam zamiaru montować w nocy kolejnego uderzenia i narażać swoich żołnierzy na dalsze straty. Mam rannych i kontuzjowanych, o których muszę się teraz zatroszczyć.
- Zatem wracamy do ,,domu”. Jutro będziemy potrzebni na głównej linii obrony. Szwaby będą pewnie chciałby pójść dalej, w kierunku Inowrocławia i Torunia - zgodził się porucznik Kühn
- Drogo ich to będzie kosztowało. Odpłacimy tym skurwysynom za naszego Porucznika - rzucił jeden z rannych, wywołując słowa uznania wśród stojących obok żołnierzy.

(kliknij na zdjęcie aby je powiększyć)

Plan działań bojowych 9. kompanii 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej wieczorem 5 września 1939 r. na współczesnym zdjęciu satelitarnym


Tuż po północy kompania marszem odwrotowym ruszyła w kierunku południowym. Silna ariergarda ubezpieczała kolumnę marszową o tyłu, skąd mogli nadejść Niemcy. Ciężkie karabiny maszynowe plutonu 3. kompanii k.m., granatniki i wszystkich rannych zgrupowano pośrodku. W szpicy szła niezaangażowana dotychczas w walkę 7. drużyna. Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem. Niemcy nie ruszyli w pościg, las był spokojny, droga znana już żołnierzom. Porucznikowi rezerwy Franciszkowi Małkowi brakowało wszak doświadczenia i charyzmy porucznika Westphala. Zwolna kolumna rozciągała się, dowodzenie ustało. Drużyny maszerowały teraz samodzielnie, ranni i kontuzjowani coraz bardziej odstawali.

Około godziny 2.00 nad ranem, dnia 6 września 1939 r., mocno już zdekompletowana kolumna minęła stanowiska czaty głównej na wzgórzu 72.0. Godzinę później dowlekli się lekko ranni, kontuzjowani i noszowi, dźwigający ciężko rannych żołnierzy. Kapral Grzeszczak szedł ostatkiem sił, podpierając plutonowego, któremu przestrzelono obydwie nogi. Za nim, jeszcze wolniej, szli żołnierze niosący nieprzytomnego porucznika Westphala. Ich szlak znaczyły krople krwi, przesiąkające z coraz bardziej brunatnych opatrunków na piersi. Oddech miał nieregularny, skóra była chłodna. Z każdą minutą twarz coraz bardziej traciła kolory, teraz była niemal popielata. Porucznik umierał …

Ale pomoc była już na wyciągnięcie ręki. Jeszcze niecały kilometr do własnych linii obronnych. A tam lekarze i specjalistyczny sprzęt. Może jeszcze nie jest za późno.
- Szybciej, szybciej chłopacy - kapral woła do noszowych - pójdziemy na lewo od drogi, prosto na nasze stanowiska
Wchodzą pomiędzy drzewa, mijają rozerwaną kuchnię polową, przy niej zwłoki żołnierzy i koni. Chwilę później rozlega się ogłuszający huk, w powietrze strzela czerwonozłota kula ognia i dymu. Wokół sypią się odłamki i grudy ziemi. Później nie było już nic. Tylko ciemność … ***

Podmuch przewrócił kaprala Grzeszczaka. Nie był ranny; zawrócił i ostrożnie zbliżył się do miejsca eksplozji. Porucznik zginął na miejscu. Nie żyło również dwóch noszowych, którzy jako pierwsi nastąpili na minę. Dwóch kolejnych było rannych. Wraz z żołnierzami swojej drużyny Grzeszczak przeniósł umęczone ciało Porucznika w pobliże stanowisk czaty głównej. Tu złożyli je w grobie, przy skrzyżowaniu leśnych dróg z Bydgoszczy do Piecek i z Solca Kujawskiego do Brzozy. Kapral wyjął bagnet, po czym na stojącym opodal drzewie wyrył znak krzyża.
- Poruczniku. Wrócimy po Ciebie, jak tylko skończy się wojna - wyszeptał, a po policzkach popłynęły mu łzy ...


Trzy godziny później


Łażyn, miejsce postoju dowództwa 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej. Pułkownik Kazimierz Heilman-Rawicz kończy redagowanie meldunku sytuacyjnego z dnia 6.09.39 roku z godziny 06.00.
- Natychmiast wysłać do Dowódcy 15 Dywizji Piechoty - wstaje i podaje meldunek oficerowi dyżurnemu

Na szarej kartce papieru zapisano:
1. Wypad w sile kompani z plutonem c.k.m. skierowany na Bydgoszcz stwierdził, że linia wybudowań południowa Bydgoszcz - Bielica - Nowa Rupienica zajęte są przez nieprzyjacielskie oddziały piechoty lub hitlerowców, wzmocnione 5 c.k.m. W lesie na przedpolu nieprzyjacielskie patrole piechoty.
2. Oddziały własne na wyznaczonej linii
3. Straty:
- oficer /por. Westphal/ zmarł z ran
- 1 strzelec zmarł z ran
- 4 ciężko rannych
- 12 lekko rannych
Zaginionych i straty w sprzęcie podam dodatkowo

Świtało. Od północy nadciągały ciemne, burzowe chmury. Nieśli je żołnierze w mundurach koloru feldgrau, z sentencją ,,Gott mit uns” na klamrach pasów. Rozpoczynał się kolejny, szósty dzień wojny …


6 września 1939 r. Godzina 6.30


Burza nadeszła ze świtem. Tak jak sądził porucznik Lucjan Kühn, Niemcy nie zatrzymali się długo w Bydgoszczy. Następnego dnia, 6 września 1939 r., niemiecka 50 Dywizja Piechoty gen. por. Konrada Sorsche ruszyła w kierunku południowym, z zadaniem ,,urchkämmen und säubern des Bromberger Forstes bis zur Linie Dabrowy Wielkie”, czyli przeczesania i oczyszczenia Puszczy Bydgoskiej do linii wsi Dąbrowa Wielka. Rozkaz zdawało się prosty, ba, całkiem nawet przyjemny do wykonania: pobici Polacy zrezygnowali z walki i czmychnęli gdzieś na południe, zaś do pokonania było tylko 17,0 km w pięknej, leśnej scenerii. Nic tylko zanucić Märkische Heide, märkischer Sand …

Ale Polacy bynajmniej nie byli rozbici i nie zamierzali uciekać. Czekali teraz na wroga, zajmując stanowiska na leśnej linii obronnej, rozciągającej się wzdłuż północnego skraju Puszczy Bydgoskiej, od Wisły, poprzez Łęgnowo, Wypaleniska, Emilianowo, Piecki, Brzozę, do Łabiszyna nad Notecią. Linię obronną obsadzali żołnierze 15 Dywizji Piechoty Wielkopolskiej. Na prawym skrzydle, od Łęgnowa do Wypalenisk, znajdował się 59 Pułk Piechoty z Inowrocławia, wsparty Batalionem Obrony Narodowej ,,Bydgoszcz”. Na lewym skrzydle 61 Pułk Piechoty z Bydgoszczy. Pośrodku, na odcinku ,,Łażyn” stanęły Dzieci Bydgoszczy - 62 Pułk Piechoty Wielkopolskiej, a pośród nich również 9. kompania, teraz już pod dowództwem por. rez. Franciszka Małka. Nad ranem, 6 września 1939 r., jej żołnierze powrócili z nocnego wypadu w kierunku Bydgoszczy, zakończonego krwawym bojem z Niemcami w rejonie ulicy Cmentarnej i Dąbrowa. Poległ wówczas dowódca kompani por. Brunon Józef Westphal, zaś kilku dalszych żołnierzy zostało zabitych i rannych. Nadszarpniętą kompanię cofnięto z powrotem do Łażyna, gdzie wraz z III batalionem stanowiła odwód dowódcy pułku płk. Kazimierza Heilmana-Rawicza.


1937 r. Żołnierze 62 Pułku Piechoty w marszu. W tle wieża kościoła we Wtelnie


O godzinie 7.30 Niemcy ruszyli. Vorwärts - naprzód. 50 DP Wehrmachtu rozwinęła w linii swoje trzy pułki piechoty:

123 Pułk Piechoty (I.R. 123) posuwał się szosą z Bydgoszczy na Inowrocław. Na wysokości Brzozy jego I batalion został zatrzymany na linii naszego 61 Pułku Piechoty. Dodatkowo otrzymał silny otrzymał silny ogień artyleryjski z I dywizjonu 15 Pułku Artylerii Lekkiej. Wobec braku powodzenia na głównym kierunku, dowódca pułku nakazał II i III batalionowi uderzyć okrężnie, by wyjść na tyłu Polaków na wschód od jeziora Jezuickiego. Obydwa bataliony po godzinie 12.00 uderzyły na Piecki, gdzie natknęły się na doskonale zorganizowaną linię obronną II batalionu 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej mjr. Wojciecha Antoniego Gniadka. Przy wsparciu 8. baterii 15 Pułku Artylerii Lekkiej por. Apoloniusza Zawilskiego z łatwością odrzucono atak nieprzyjaciela. Dodatkowo Niemcy weszli na pole minowe, co jeszcze bardziej pozbawiło ich ochoty do dalszej walki. Pozostawiając swoim zabitych i rannych wycofali się na pozycje wyjściowe.

121 Pułk Piechoty (I.R. 121) operował na niemieckim lewym skrzydle, nacierając wzdłuż szosy z Bydgoszczy do Solca Kujawskiego. I batalion posuwał się na zachód, II batalion na wschód od szosy; III batalion szedł z tyłu jako odwodowy. Około godziny 16.00 Niemcy przełamali obronę naszego 59 Pułku Piechoty, zajmując Otorowo. Do przeciwnatarciu ruszył Batalion Obrony Narodowej ,,Bydgoszcz”, po ciężkiej walce spychając wieczorem nieprzyjaciela i odzyskując utracone pozycje.

122 Pułk Piechoty (I.R. 122) nacierał w centrum niemieckiego ugrupowania. O godzinie 15.00 jego I batalion dotarł do leśniczówki Kobyle Błota, gdzie wkrótce przeniosło się również dowództwo 50 DP. O godzinie 16.30 Niemcy ruszają do natarcia, celem zepchnięcia Polaków i zajęcia wsi Piecki. I i II batalion w pierwszej linii, III w odwodzie. Oficerowie podrywają swoich żołnierzy: schodzą z pasma wzniesień na równinę przy leśniczówce Kobyle Błota****, mijają leśną drogę z Solca Kujawskiego na Brzozę*****, dalej jeszcze 400 m równinnego terenu do kolejnego pasma wzniesień. Las jest pusty i spokojny. Ani śladu Polaków. Jeszcze chwila, jeszcze parę kroków do wzniesień dających osłonę …

Nagle wzniesienia ożywają. Niczym ognisty wąż wijący się szczytem wzniesień ciągną się linie okopów i stanowiska broni ciężkiej. Z najbliższej odległości strzelcy w szaro-zielonych hełmach otwierają ogień karabinowy, ze skrzydeł niosą śmierć zamaskowane lekkie i ciężkie karabiny maszynowe. Po chwili z głębi lasu odzywa się artyleria: pociski z hukiem przenoszą nad okopami i wybuchają pomiędzy zaskoczonymi Niemcami. Nadchodzi czas Dzieci Bydgoszczy …

Kapitan Władysław Liniarski, dowódca I batalionu 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej przez lornetkę obserwował niemieckie przygotowania. Był spokojny: jego 2. kompania ppor. Mieczysława Wieczorka zajmowała linię obrony ciągnącą się pasmem wzniesień po obu stronach kolei francuskiej. W lewo, w kierunku na Piecki, okopani byli żołnierze 1. kompanii por. Kazimierza Ortyla. 3. kompania por. rez. Czesława Wachowicza stała na tyłach, przy leśniczówce Emilianowo, gotowa do przeciwuderzenia, gdyby nieprzyjaciel wdarł się gdzieś w polskie pozycje.
Po linii okopów wśród żołnierzy przeszedł nerwowy szmer:
- Nadchodzą. Nadchodzą Szwaby
Kapitan Liniarki pokręcił przecząco głową:
- Jeszcze nie teraz. Poczekamy, aż podejdą bliżej. Nie marnować amunicji

Niemcy zalegli na przedpolu, przyduszeni do ziemi polskim ogniem. Przed nimi rozciągały się zasieki z drutu kolczastego. Nie tak miał wyglądać ten dzień. Ale w natarciu są trzy niemieckie bataliony, przeciwko jednemu polskiemu. Według kanonów sztuczki wojennej taka proporcja pozwala na przełamanie obrony ,,czerwonych” ****** Zatem Vorwärts – naprzód

Niemcy ponownie ruszają do przodu, nacierając silnymi zgrupowaniami piechoty i dużą ilością broni maszynowej. Szeroką przecinką wzdłuż torów kolei francuskiej w osłonie piechoty atakują dwa samochody pancerne z dywizyjnego Aufklärungs-Abteilung. Wreszcie, koło godziny 17.00, niemiecki II batalion przełamuje polską linię w najsłabszymi miejscu, na styku 1 i 2 kompanii. Sytuacja staje się krytyczna: Niemcy wchodzą na tylu obrony, a ich 5. kompania uderza jeszcze dalej, w kierunku Łażyna.

Czyżby nadchodził koniec Dzieci Bydgoszczy?

Nie, to jeszcze nie ten dzień. Do przeciwnatarcia rusza niezwłocznie odwodowa 3. kompania por. rez. Czesława Wachowicza, wsparta plutonem c.k.m. z 1. kompanii k.m. kpt. Bronisława Brzezińskiego. Niemiecka kompania zostaje zastopowana, a później odrzucona, cofając się w nieładzie i ponosząc duże straty. O zmroku na odsiecz nadciąga z Łażyna odwodowy III batalion mjr. Stanisława Liszka. Na jego lewym skrzydle naciera 9. kompania por. rez. Franciszka Małka. Wkrótce biały piasek wydm Puszczy Bydgoskiej zaczerwieni się od niemieckiej, ale i polskiej krwi. W niskim zagajniku, w kwartale leśnym nr 152, Polacy napotykają Niemców. Słońce właśnie zachodzi. Podają komendy, rozlegają się strzały, ziemię ścielą pierwsi ranni. Nie ma czasu na finezyjną taktykę. Porucznik Małek rzuca swoją kompanię do ataku na bagnety. Kapral Grzeszczak prowadzi swoich żołnierzy. To samo kapral Olejniczak i dowódcy pozostałych drużyn. Teraz walka odbywa się niemal w ciszy, przerywanej tylko okrzykami żołnierzy i jękami konających. Nikt tu nie daje pardonu: karabin uderza o karabin, stalowy bagnet zanurza się ludzką pierś, kolby rozłupują hełmy na głowach, w ruch idą pięści i noże. Niemcy nie wytrzymują furii polskiego ataku. Ich szyk rozsypuje się: część podnosi ręce do góry, reszta panicznie ucieka na północ, porzucając broń i oporządzenie. Na placu boju zostają tylko zwycięscy Polacy: wróg zostaje wszędzie wyparty, linia obronna odzyskana.

Porucznik Małek stanął pośrodku pobojowiska. ,,Oto dziś dzień krwi i chwały’’ - wyszeptał słowa pieśni powstańców listopadowych z 1831 roku. W oczach miał łzy. Żal, że Porucznika nie ma już z nami. Byłby dumny. To jego żołnierze. Dzieci Bydgoszczy ... KONIEC


POST FACTUM


Porucznik rez. Franciszek Małek dowodził 9. kompanią w trakcie odwrotu i bitwy nad Bzurą. 17 września 1939 r. został ciężko ranny podczas obrony przejścia pod Brochowem.

62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej przebił się do oblężonej Warszawy, biorąc aktywny udział w jej obronie. Szlak bojowy zakończył 28 września 1939 r., wraz z kapitulacją stolicy. Sztandar pułkowy możemy obecnie zobaczyć w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Według Rajmunda Kuczmy, w 1946 r. zwłoki porucznika Brunona Józefa Westphala ekshumowano z leśnej mogiły w Puszczy Bydgoskiej i przeniesiono na cmentarz komunalny w przy ul. Kcyńskiej w Bydgoszczy. ,,Spoczywa w kwaterze wojskowej, po lewej stronie głównego wejścia” (Bydgoszczanie. Brunon Józef Westphal, Express Bydgoski, 31.05.2020, s. 6). Niestety, na żadnym z kilkunastu krzyży kwatery Żołnierzy Września nie ma jego nazwiska. Kwatera ta powstała zresztą dopiero w latach 50. XX w. Analiza księgi cmentarnej nekropolii przy ul Kcyńskiej dowodzi, że w 1946 r. nie pochowano tu nikogo o nazwisku Westphal. Być może, jak sugerują informacje od świadków, porucznika Westphala pochowano pod innym nazwiskiem. Jeśli tak było, to jego grób został już zniszczony, a miejsce wykorzystane do powtórnego pochówku.


Bydgoszcz, cmentarz komunalny przy ul. Kcyńskiej.
Kwatera Żołnierzy Września. Ledwo kilkanaście krzyży i kilka nazwisk. Próżno wśród nich szukać porucznika Westphala


Gdzie zatem spoczywał, albo gdzie spoczywa porucznik Brunon Józef Westphal pozostaje niewyjaśnione. Może ktoś z Was, czytających te słowa, zna odpowiedź …


POST POST FACTUM


Czas jest nieubłagany. Dziś, po 84 latach od tamtych wydarzeń, nie ma już żołnierzy 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej. Odeszli wszyscy, by tam, na niebiańskich błoniach, dalej wiernie służyć tej, co nie zginęła. Zostaliśmy my: ich dzieci, wnuki i prawnuki. Teraz na nas spoczywa obowiązek, ale i zaszczyt, by nieść pamięć o pułku, który zwano Dziećmi Bydgoszczy


Żołnierze 62 Pułku Piechoty przy pomniku ku czci poległych w latach 1918 - 1920



Sztandar 62 Pułku Piechoty Wielkopolskiej z Bydgoszczy



....................................................
* Dowódca III. plutonu jest nieznany
** Ulica Podleśna nosi teraz nazwę Ostródzkiej. Zabudowania gospodarstw rolnych z 1939 r. znajdowały się w miejscu obecnych parceli przy ulicy Cmentarnej nr 45 oraz Łuckiej nr 17, 17a (zachowany dom mieszkalny), 18 (zachowany dom mieszkalny), 19, 30 (zachowany dom mieszkalny)
*** Okoliczności śmierci porucznika Brunona Józefa Westphala nie są do końca jasne. Wersja przedstawiona w niniejszym opowiadaniu opiera się na wspomnieniach kaprala Wacława Grzeszczaka, zawartych w artykule Jerzego Jaśkowiaka z 1970 r. (Dramatyczny rajd 9 kompanii ,,dzieci bydgoskich”, Dziennik Wieczorny, 1970, nr 238, s. 3). W relacji mowa jest o zniszczonej na minie kuchni polowej, co ma potwierdzenie w zachowanym meldunku dowódcy III. batalionu z dnia 5.05.1939 r. Odmienną wersję przedstawił Rajmund Kuczma w 2020 r. (Bydgoszczanie. Brunon Józef Westphal, Express Bydgoski, 31.05.2020, s. 6). Według niego ,, (…) sanitariusze nieśli rannego dowódcę na noszach. Po wejściu do lasu Kujawskiego, na wysokości „Rakarni” weszli na własne potykacze. Por. Westphal zginął na miejscu, noszowi zostali ranni. Dowódcę pochowano w lesie, obok drzewa przy szerokim dukcie, naprzeciwko stacji kolejowej ,,Emilianowo”. Wersja ta ma jednak wiele nieścisłości: w lesie na wysokości ,,Rakarni” nie było polskiej linii obronnej, nie mogło być tam zatem również polskich potykaczy. Miejsce pochówku ,,naprzeciwko stacji kolejowej Emilianowo” znajduje się daleko od drogi, którą z wracała z rozpoznania 9. kompania.
**** Obecnie leśniczówka Emilianowo w Nadleśnictwie Bydgoszcz
***** Obecnie Droga Krajowa nr 10, wkrótce S10
****** Na wojskowych szkicach sytuacyjnych oddziały własne mają kolor niebieski, nieprzyjacielskie zaś kolor czerwony
Za udostępnienie zdjęć por. Brunona Józefa Westphala serdecznie dziękuję Panu Stanisław Westphal
Składam serdeczne podziękowania na ręce mjr. rez. Marek Zw za konsultację merytoryczną oraz cenne uwagi dotyczącego struktury, uzbrojenia i taktyki Wojska Polskiego w 1939 r.




Autor: Robert Grochowski


OD AUTORA
Za udostępnienie zdjęcia por. Brunona Józefa Westphala serdecznie dziękuję Panu Stanisław Westphal
Składam serdeczne podziękowania na ręce mjr. rez. Marka Zwiefki oraz Sławomira Brett za konsultację merytoryczną oraz cenne uwagi dotyczącego struktury, uzbrojenia i taktyki Wojska Polskiego w 1939 r.
Za udostępnienie zdjęcia szefa kompanii sierżanta Kaspra Jeleniewskiego serdecznie dziękuję Panu Markowi Jeleniewskiemu